niedziela, 13 sierpnia 2017

Rozdział 16



Budzi mnie dźwięk uporczywego budzika. Po wczorajszym dniu i jeszcze gorszym wieczorze, nie mam siły ani tym bardziej ochoty nawet myśleć, że muszę wstać i wziąć się w garść, przecież użalanie się nad sobą nic mi nie da. Szkoda tylko, że nie potrafię zamienić słów na czyny. Postanawiam odpuścić sobie poranne zajęcia, i tak nie miałabym z nich żadnego pożytku. Wiem, że nie powinnam zbierać kolejnych nieobecności, ale w tej chwili mam ważniejsze sprawy. 
Mam zamiar poczekać na Hectora. Musi się w końcu przecież pojawić i porozmawiać o tym, co dalej z nami będzie. 





Gdy nareszcie się pojawia, po trwającym dla mnie wieczność oczekiwaniu. Schodzę szybko po schodach, aby móc w końcu przeprowadzić z nim tą niecierpiącą zwłoki rozmowę. 
- Nareszcie jesteś. Musimy poważnie porozmawiać - dostrzegam jego zaskoczenie z powodu mojej obecności w domu. Zupełnie nie spodziewał się mnie tutaj zastać.
- Myślałem, że już wyszłaś. Nie powinnaś o tej porze być na uczelni? - pyta zdziwiony.
- Chciałam poczekać aż wrócisz i z tobą porozmawiać - informuję go o moim powodzenie przebywania nadal w domu.
- Wybacz, ale teraz nie dam rady. Śpieszę się, przełożymy to na popołudnie - czuję, że to tylko kolejna wymówka. 
- Możesz przestać mnie w końcu unikać? Masz zamiar robić to do czasu mojego wyjazdu? Jeśli tak bardzo masz mnie dość, po prostu mi to powiedz. Dam ci wtedy spokój i przestanę się narzucać - mówię zrezygnowana, nie mam zamiaru więcej nalegać na jakąkolwiek próbę wyjaśnienia tego, co się od wczoraj między nami dzieje. Próbuję po raz kolejny się nie rozpłakać, zaczynam czuć, że to wszystko mnie przerasta. Dodatkowo nie mam pojęcia jak rozwiązać i ze sobą pogodzić całą tą zaistniałą sytuację. Chcę go wyminąć, ale nie pozwala mi na to i przyciąga do siebie. 
- Dobrze, porozmawiajmy. Przepraszam za swoje zachowanie, wiem że nie było ono najlepsze. Przecież obiecałem ci, że twój wyjazd niczego nie zmieni i wszystko będzie dobrze. Tylko, że jest mi dużo trudniej niż się spodziewałem. Po prostu nie potrafię się z nim jeszcze do końca pogodzić - słucham uważnie jego słów. 
- Więc ignorowanie mnie, uważasz za najlepsze rozwiązanie? - pytam bezradna. 
- Oczywiście, że nie. Musiałem tylko trochę ochłonąć.  Starałem się uniknąć wczoraj sytuacji, gdzie mogłoby paść, zbyt wiele niepotrzebnych słów - staram się go zrozumieć, ale nie przychodzi mi to łatwo.

- Wiem, że nie powinnam stawiać cię przed faktem dokonanym, licząc że od razu mnie zrozumiesz. Nie chcę jednak, żeby to wszystko przybrało taki obrót, że jedynym wyjściem będzie nasze rozstanie. A na razie jesteśmy na najlepszej drodze do tego. Już teraz oddalamy się od siebie, co więc się stanie jak już znajdziemy się na dwóch różnych kontynentach? - przedstawiam mu swoje najgorsze obawy. 
- Catalina, mam zamiar zrobić wszystko żeby do tego nie dopuścić. Tylko musisz mi w spróbować w tym pomóc, spróbuj zrozumieć także mnie. Dopiero co, udało się nam naprawić wszystko pomiędzy nami, co sam popsułem i zdecydowaliśmy się coś razem stworzyć. A teraz znowu mamy się rozstać. Nie jest to łatwe do zaakceptowania. Wiem, że chcesz się realizować i coś osiągnąć, ale to wszystko jest takie skomplikowane - doskonale rozumiem, co w tej chwili czuje. Sama przecież byłam w podobnej sytuacji, kilka lat temu.
- Może więc powinnam jednak zrezygnować? Tak będzie dla wszystkich lepiej. Jeśli to wszystko ma tak wyglądać jak teraz, to nie jest tego warte. Przynajmniej przestanę być postrzegana jako skończona egoistka. Jestem pewna, że też tak o mnie myślisz - coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jednak źle wybrałam. Czuję, że zawiodłam wszystkich. 
- Nie ma nawet takiej mowy. Nie możesz zrezygnować, wyłącznie ze względu na mnie, czy kogokolwiek innego. Przecież chcesz tam jechać. Egoistka? Nigdy nawet nie pomyślałem w ten sposób o tobie. 
- Więc, co będzie dalej? - zaczynam coraz bardziej obawiać się nadchodzących miesięcy. 
- Zacznijmy od tego, że najpierw wykorzystamy w pełni czas, który pozostał do twojego wyjazdu. Potem udowodnisz tam wszystkim, że jesteś najlepsza. A ja cierpliwie na ciebie zaczekam. Gdy w końcu wrócisz, czekać na nas będą zasłużone wakacje. Czy taki plan ci odpowiada? 
- Sama bym tego lepiej nie wymyśliła - na mojej twarzy pojawia się w końcu delikatny uśmiech. 
- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz - bardzo chcę wierzyć w jego słowa. Oby tym razem się nie mylił.





- Zbieraj się, podwiozę cię na pozostałe zajęcia - Hector przypomina mi, że powinnam się zacząć wywiązywać ze swoich obowiązków. 
- Może sobie jeszcze dziś odpuszczę. Ostatni już raz - staram się go przekonać do swojego pomysłu. 

- I będziesz siedzieć cały dzień w domu sama? Znowu wszystko od nowa roztrząsając i zamartwiając się. Może chociaż Alice ci potowarzyszy. Na pewno z przyjemnością wykorzysta ten pretekst, żeby zrobić sobie wolne - na wspomnienie o  przyjaciółce, mój nastrój znowu się pogarsza. 
- Nie sądzę, że się zgodzi. Pokłóciłyśmy się wczoraj - informuję go. 
- Domyślam się nawet o co. Powinnaś z nią porozmawiać i wyjaśnić tą sytuację. Przecież widzę, że nie daje ci to spokoju – radzi mi.
- Może masz rację – dochodzę do wniosku, że unikanie jej osoby, nie rozwiąże naszego nieporozumienia.




Postanowiłam jednak wybrać się na uczelnię, głównie z powodu chęci porozmawiania z Alice. Powinnam dać jej wczoraj szansę na wyjaśnienie i nie unosić się przesadnie. W gruncie rzeczy, ona wcale nie chce dla mnie źle, tylko martwi się o mnie. 
Rozglądam się po korytarzach, poszukując wzrokiem blondynki. Po nie długim czasie, dostrzegam ją z daleka. Stojącą z kilkoma naszymi wspólnymi znajomymi. Podchodzę do nich z lekkim wahaniem, nie wiedząc jak zareaguje na mój widok, a przede wszystkim czy będzie chciała ze mną rozmawiać.
- Alice, mogłybyśmy porozmawiać?  - pytam niepewnie. Na szczęście przyjaciółka wyraża na to zgodę. Zajmujemy jedną z wolnych ławek znajdujących się pod pobliskim oknem. 
- Nie wiem od czego mam zacząć. Wczoraj nie powinnam zakończyć naszej rozmowy w ten sposób. Byłam tym wszystkim przytłoczona i zdenerwowana. Odbiło się to na tobie, przepraszam - próbuję wyjaśnić nasze wczorajsze nieporozumienie. 
- Catalina, to ja jeszcze raz cię bardzo przepraszam. Wczoraj zdecydowanie mnie poniosło. Nie powinnam cię oceniać ani wywierać na ciebie żadnego wpływu. Nie zgadzam się z tobą w kwestii twojego wyboru, ale to twoje życie. Nie mam zamiaru więcej poruszać tego tematu i postaram się przynajmniej spróbować, zrozumieć dlaczego postanowiłaś tak, a nie inaczej. Nie kłóćmy się więcej o to, zgoda?  - w odpowiedzi posyłam w jej stronę szczery uśmiech. Ciesząc się, że udało się nam 
Pomimo tego, że mam tendencję do komplikowania sobie życia na wszystkie możliwe sposoby, to staram się wierz w to, że wszystko się jakoś ułoży i nadchodzące miesiące nie okażą się kompletną katastrofą.

                                                                ~•~



Na szczęście w ciągu ostatnich kilku dni doszłam do powiedzmy, względnego porozumienia ze wszystkimi na których mi zależy, w sprawie mojego wyjazdu. Wydają się w dużej mierze, pogodzeni z moją decyzją i starają się ją przyswoić. Alice była najbardziej nieustępliwa i wytrwała w swoim negatywnym nastawieniu, jednak nasza przyjaźń okazała się silniejsza od różnicy zdań w tej kwestii i w końcu odpuściła. W ten oto sposób, spędzamy razem weekendowe popołudnie, zupełnie zapominając o niedawnej kłótni. 



- Nadal nie wierzę, że dałam się na to namówić. Przecież to kompletne szaleństwo - słucham narzekań swojej przyjaciółki z szerokim uśmiechem na ustach. 
- Zobaczysz, że nie będzie tak źle. Może przekonasz się, że to nie jest to taka kompletna nuda, jak do tej pory uważałaś - staram się ją przekonać. 
- Szczerze w to wątpię. W życiu bym nie pomyślała, że kiedykolwiek znajdę się na stadionie z zamiarem obejrzenia meczu. Przecież ja i piłka nożna to kompletne nieporozumienie - Alice jest sceptycznie nastawiona do spędzenia tutaj najbliższych minut. 
- Więc najwyższy czas to zmienić. Musisz wykazać tylko trochę więcej entuzjazmu - widzę jej niezadowoloną minę. 
- Wykazałam go aż za nadto, zgadzając ci się tutaj towarzyszyć. Poza tym nie mam jak ty chłopaka piłkarza, więc nie mam do tego najmniejszej motywacji - już mam zamiar odpowiedzieć jej, że to nie ma nic do rzeczy. Ale uniemożliwia mi to, czyjaś niespodziewana obecność. 




- Catalina, miło cię widzieć - narzekania Alice, przerywa pojawienie się znajomego mi piłkarza. 
- Ciebie też, co słychać? - kieruję swoje słowa do Holdinga, który zajmuje miejsce obok Alice. 
- Przepraszam, ale ja też tu jestem - blondynka w dobitny sposób zaznacza swoją obecność, wzbudzając zainteresowanie u Anglika. 
- No tak. Przecież wy się nie znacie - uświadamiam sobie, że zapomniałam o tym drobnym szczególe. 
- Ale zaraz to naprawimy. Żaden problem - słyszę głos Roba, który przedstawia się mojej przyjaciółce



Przez następne minuty, zupełnie ignorują moją obecność, pogrążając się w rozmowie, jakby byli starymi znajomymi, a nie osobami które poznały się przed momentem. Nie mam im jednak tego za złe, przynajmniej mogę w spokoju obejrzeć spotkanie, na które kompletnie nie zwracają uwagi. Moja dzisiejsza towarzyszka wydaje się, że zapomniała o swoim niezadowoleniu z powodu przebywania ze mną w tym miejscu. 



- Ziemia do Alice. Jesteś tutaj jeszcze?  - pytam w przerwie  przyjaciółkę, gdy zostajemy na chwilę same. Kompletnie odpłynęła.
- Co? Oczywiście, że tak. Zamyśliłam się tylko na chwilę - uśmiecham się tylko pod nosem w ramach komentarza. 
- Chyba nawet wiem z czyjego powodu – próbuję ją podejść, chcąc się czegoś dowiedzieć.
- Nie próbuj nawet kontynuować - Alice szybko ucina moje insynuacje. 
- Ale dlaczego? Przecież widzę, że jesteś bardzo zadowolona z nowej znajomości. Inaczej nie rozmawialibyście tak długo - nie daję się zbyć.
- Po prostu Rob, jest bardzo miły i udało się nam złapać dobry kontakt. Nic więcej. Pamiętaj, że ja ani myślę angażować się w jakąś głębszą relację. Więc nie szukaj tu, żadnych podtekstów - dalszą rozmowę przerywa nam, ponowne pojawienie się obrońcy Arsenalu, którego Alice obdarza szerokim uśmiechem i zdecydowanie zbyt długim spojrzeniem. Ta dziewczyna jest tak skomplikowana, że przestaję za nią nadążać. 



- Gdzie ty się wybierasz? Przecież miałaś poczekać ze mną na Hectora? A Potem wrócić z nami - pytam blondynkę, po zakończeniu spotkania. Gdy widzę, że próbuje udać się w stronę wyjścia. 
- Przepraszam, ale Rob zaproponował, że mnie odwiezie. A ja się zgodziłam. Nie masz nic przeciwko temu? - pyta niepewnie. 
- Jasne, że nie. W takim razie do zobaczenia - żegnam się ze swoimi przyjaciółmi. Zastanawiając się, jak dalej potoczy się znajomość, towarzyszącej mi przed chwilą dwójki. 




W oczekiwaniu na pojawienie się mojego chłopaka, Spoglądam na zegarek, zastanawiając się ile jeszcze minie czasu, zanim do mnie dołączy, aby zabić czymś pozostałe minuty oczekiwania, rozmyślam nad naszą przyszłością. Mimo, że wszystko na razie układa się dobrze, to wciąż obawiam się tego, jak potoczy się nasza relacja, gdy nadejdzie czas rozłąki. Głęboko Chcę wierzyć, że niepotrzebnie zakładam najgorsze scenariusze, a wszystko skończy się dobrze. Ale nie mogę się pozbyć towarzyszącego mi w ciągu ostatnich dni złego przeczucia. Staram się jak najszybciej wyrzucić z głowy te pesymistyczne myśli, a pomaga mi w tym pojawienie się Hectora. 
- Gdzie zgubiłaś Alice? Czyżby nie wytrzymała i wyszła w trakcie? - pyta zaciekawiony, wiedząc o tym jak trudno było namówić mi przyjaciółkę, na pojawienie się w tym miejscu. 
- Tym razem się mylisz, mój drogi. Dzielnie dotrwała do końca, znajdując sobie przy tym interesujące towarzystwo - relacjonuje mu z grubsza. 
- Kto jest na tyle przekonujący i potrafiący aż tak sobą zainteresować Alice? - zastanawia się. 
- Nasz dobry znajomy - opowiadam mu w skrócie, przebieg spotkania przyjaciółki z piłkarzem. 





- Powiedz mi, jak ja mam się przyzwyczaić do tego, że niedługo cię nie będzie? Nie wyobrażam sobie tego, że znów będę wracał do pustego domu. Kto będzie mnie wspierał i pilnował żebym o niczym nie zapominał? - słucham  narzekań Hectora w drodze do domu. Mimo, że staramy się jak najmniej rozmawiać o zbliżającym się wyjeździe, to temat i tak mimowolnie wypływa, praktycznie podczas każdego dnia.
- Wcześniej jakoś radziłeś sobie z tym wszystkim beze mnie. Poza tym mam zamiar nadal pilnować wszystkiego, co z tobą związane, tylko że na odległość - staram się go uspokoić i zapewnić, że nie ma się o co martwić. 
- Nie znoszę słowa odległość, szczególnie jeśli dotyczy nas. Ile jeszcze razy czeka nas podobna sytuacja? - spogląda na mnie, szukając odpowiedzi.
- Mam nadzieję, że to już ostatni raz.




Zdaję sobie sprawę, że każdy dzień przybliża nas nieubłaganie do rozstania. Czuję też, że z im bliżej do tego, tym pojawia się w nas coraz więcej wątpliwości i niepokoju. Chciałabym cofnąć czas, ponieważ ostatnio   uświadomiłam sobie, że wcale nie jestem taka silna jak uważałam. Już teraz wiem, że poradzenie sobie z tęsknotą będzie karkołomnym zadaniem. Nie wiem, co ja sobie myślałam, zgadzając się na to szaleństwo. Teraz pozostało mi tylko robić dobrą minę do złej gry, udając że wszystko jest w jak najlepszym porządku, nie dodając tym samym innym jeszcze większych zmartwień, moimi nieoczekiwanymi rozterkami i wahaniami.

-------------------------
Powoli, małymi kroczkami zbliżamy się do wydarzeń, które spowodują trzęsienie ziemi w życiu bohaterów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz